Niebawem miną dwa tygodnie od czasu naszej premiery. Najwyższa pora na małe podsumowanie i porcję refleksji.
czwartek, 9 września 2021
Sensacja: Bełchatowianie zaprezentowali swój film w Bełchatowie!
Niebawem miną dwa tygodnie od czasu naszej premiery. Najwyższa pora na małe podsumowanie i porcję refleksji.
sobota, 15 kwietnia 2017
Kapok u progu świąt
Na pierwszy rzut ucha zdanie to może się wydawać mętnym wykręcaniem od jakichkolwiek konkretów. W rzeczywistości stanowi ono jednak samo sedno i esencję całej prawdy, jaką w tej sprawie dane jest nam znać. Ileż to razy na tych łamach zapewnialiśmy, że film będzie gotowy już niedługo, "do końca roku", "do wiosny", itp. Zawsze pisaliśmy takie rzeczy szczerze, ale sami Państwo widzą, w jak wielkim bywaliśmy błędzie. Zatem "nie wiemy".
W swej działalności filmotwórczej, o czym należy pamiętać, Kapok niezmiennie pozostaje grupą amatorską. Na co dzień każdy z nas zajmuje się czym innym. Trzeba wszakże z czegoś żyć. Te codzienne zajęcia przeważnie nie zdradzają żadnych pokrewieństw z dziedziną sztuki, którą zajęliśmy się jako Ferajna. Nieraz nie zdradzają nawet pokrewieństw ze sztuką jakąkolwiek. Oprócz tych odległości - nazwijmy to - tematycznych dochodzą odległości stricte geograficzne. W tym świetle czujemy się zawsze lekko usprawiedliwieni. Każde postępy w pracach nad filmem okupione są przecież bezwzględnie wyrzeczeniami i inwestycjami, a ani czas ani budżet nie są z gumy. Znając te realia, łatwiej też zrozumieć, dlaczego, np. nasza strona na Facebooku od dłuższego czasu zapełnia się głównie życzeniami świątecznymi. Na przemian tymi grudniowymi i wielkanocnymi...
Innych treści jest pośród życzeń stosunkowo niewiele, nie dlatego że nic się nie dzieje. O nie, nazwanie tego niczym byłoby jednak grubą przesadą!
Zatem... Nie wiemy, kiedy skończymy film, chętnie za to podzielimy się informacjami o tym, co już jest, a czego jeszcze nie ma. Jak wiadomo, ponad rok temu ukończyliśmy zdjęcia. Materiał trafił do postprodukcji, zaś równolegle rozpoczęły się też prace nad dźwiękiem. Dzięki tym drugim, jeszcze w głęboko roboczym stadium, film bardzo szybko zyskał formę dającej się obejrzeć od początku do końca całości, która z kolei już wtedy zdołała nas utwierdzić w przekonaniu, że koncepcja ma ręce i nogi i jakoś drastycznie naszych wcześniejszych wyobrażeń nie zawodzi. W takiej postaci pokazywaliśmy "C'est la vie" wielu zaufanym osobom. Warto bowiem znać opinie różnych ludzi jeszcze na tym etapie, gdy cokolwiek można zmienić. Przechodzenie udźwiękowienia ze wspomnianego głęboko roboczego stadium do brzmienia ostatecznego okazało się procesem dużo bardziej czasochłonnym, niż można było wcześniej podejrzewać. Finalizacja tego elementu obecnie zdaje się być bardzo bliska i wymagać już raptem kilku szlifów i poprawek. Podobnie jest z postprodukcją. Korekcja kolorów, usuwanie rigów, kluczowanie, filtrowanie - jest co robić. I choć naszym oczom regularnie ukazują się kolejne "zrobione" ujęcia, to jednak finisz nadal pozostaje melodią przyszłości. Poza tym już względnie niewiele prac przed nami. Przy naszym systemie działania coś takiego jak montaż ogranicza się do kilku drobnych ruchów - tu krócej, tam dłużej, tu wyciemnić, tam odwrócić zaplanowaną kolejność, itd. - które właściwie mamy już za sobą. Niemal ostatecznie gotowy do pokazywania jest zwiastun, a rozmowy na temat organizacji uroczystej premiery prowadzimy coraz częściej. Brzmi optymistycznie, ale nauczeni doświadczeniem niczego nie obiecujemy.
Na podstawie powyższego Szanowny Czytelnik łaskaw sam odpowiedzieć sobie na pytanie, kiedy skończymy "C'est la vie". Może uda się do następnych świąt? Dla bezpieczeństwa jednak lepiej nie mówić, które święta możemy mieć na myśli... ;)
Wszystkiego dobrego, najweselszych, najwspanialszych Świąt oraz wyporności przez resztę roku życzy cała załoga Kapoka!
niedziela, 17 lipca 2016
Dźwięk
Wielka to frajda dla twórców zobaczyć po raz pierwszy, jak obraz zgrywa się z dźwiękiem. Swoją drogą jest to też moment istotnej próby, podczas której zazwyczaj rozstrzyga się sporo kwestii. Czy ujęcia następują po sobie w odpowiedniej kolejności, czy tempo filmu jest właściwe. Czy dynamicznie obraz układa się w zgrabną i logiczną całość. Czy pewne momenty o największej wadze nie występują zbyt blisko siebie, nie pozwalając jeden drugiemu wybrzmieć. Albo zbyt daleko, przez co środek ciężkości pozostaje niedookreślony i rozmyty, a cała dramaturgia się rozkleja. Wszystkie te sprawy z zasady od najgłębszych początków prac nad filmem są poukładane i wielokrotnie przemyślane. Ale prawda jest taka, iż to właśnie wraz z pojawieniem się dźwięku cały ustalony ład i porządek potrafi w zaskakujący sposób pokazać nam swoje zupełnie inne nieznane oblicze. I nieraz - w najgorszych przypadkach - okazuje się, że właściwie to koncepcja nadaje się do remontu.
Na szczęście przy "C'est la vie" ominęły nas tego typu problemy, a dźwiękowiec (niżej podpisany) z całą satysfakcją powtarzał sobie radośnie, że jest pierwszym człowiekiem, który ma szansę się przekonać i przekonuje się, że wszystko gra, zgadza się i żre. Słowem - to jest to! Jeśli mówimy o w sumie kilkuminutowym filmie, nad którym do tego momentu KaPoK siedział blisko sześć lat - proszę uwierzyć - możliwość takiego przekonania się, że to jednak działa, to ogromna radość. Aż dziw, że nikt, wykrzykując "eureka", nie wyskoczył na ulicę.
A teraz deser. Otóż ze ścieżką dźwiękową "C'est la vie" wiąże się też kilka ciekawostek. Jak choćby ta, że w filmie będzie słychać głosy wszystkich członków KaPoKa! I to słychać na tyle, że, odpowiednio wytężywszy zmysły, każdego z osobna będzie dało się rozpoznać. Jeśli zaś chodzi o "brzmienie ciszy", trzeba przyznać, iż mamy w tej warstwie filmu sporą rozpiętość geograficzną. Wykorzystane są bowiem ambienty nagrywane zarówno w naszym rodzinnym Bełchatowie, jak i w Częstochowie, w Łodzi, a wreszcie nawet i w Gdyni! Niektóre elementy ścieżki dźwiękowej kulturalnie pożyczyliśmy. Otóż tłem dla jednej ze scen "C'est la vie" stał się rozbrzmiewający z telewizora "Arcy kórwa morderca" naszego kolegi Maćka Głowińskiego. Tym samym więc w ujęciu geograficznym dochodzi także wątek warszawski. Na koniec, żeby nie było zbyt nudno, wspomnimy jeszcze o istotnym udziale w ścieżce dźwiękowej, czytającego na głos obce języki translatora Google...
Teraz czekamy na finisz postprodukcji. Tym samym "C'est la vie" powoli, powoli wypływa wreszcie na powierzchnię!
czwartek, 18 lutego 2016
Małe podsumowanie
niedziela, 3 stycznia 2016
Nie jest źle
Sielanka dobiega właśnie końca. Dla wielu z nas czas świąteczno noworoczny jest pełen dni całkowicie wolnych od codziennych obowiązków. W naszym przypadku okoliczność ta naturalnie stała się okazją do nadgonienia wielotygodniowych przestojów w pracach nad filmem. I nadgonić udało się całkiem konkretnie! Minionej nocy została ukończona czwarta z pięciu zaplanowanych scen filmu. Łącznie mamy już 8701 zdjęć. Pod względem ilościowym nie jest źle. A jak pod względem jakościowym? Nie będziemy rozpisywać się o tym, co nam samym się wydaje, bo nie wypada - i nawet trudno by było - być sędzią we własnej sprawie. Wspomnimy natomiast, iż pewne obiektywne prawa przyrody zdają się potwierdzać, że tu też nie jest źle!
Skoro już bawimy się czasem w te statystyki, można spojrzeć na to w ten sposób. Zdjęcia rozpoczęliśmy 28 czerwca 2015. Dziś - 3 stycznia 2016 - mamy już zatem na liczniku dzień nr 185. Daje to średnio 47 zdjęć w ciągu dnia. Niezbyt szybkie tempo, prawda? Gdy jednak do liczenia przeróżnych średnich uwzględnimy nie tyle start zdjęć, co moment rozpoczęcia jakichkolwiek działań z tym filmem związanych, okaże się, że średnie tempo mamy jeszcze gorsze. Przypomnijmy, że niedawno minął piąty rok od rozpoczęcia prac nad "C'est la vie". Wychodzi więc na to, iż do tej pory nasza średnia prędkość to 69 sekund filmu na rok, co w przeliczeniu dawałoby niecałych 5 zdjęć na dzień...
Skoro więc w naszym przypadku jest tanio i wolno, wolno nam się chyba łudzić, że jest dobrze, no bo przecież nie jest źle!
niedziela, 27 września 2015
Przerwa w przerwie
Dziś, dziś, dziś! To właśnie dziś! Machina, która blisko miesiąc wygaszona, wystudzona i smutna bezczynnie stała, wreszcie - ku uciesze wszystkich - ruszyła. I ruszyła we właściwym jedynie słusznym kierunku. Do przodu! Tak jest, mówiąc prościej, znów coś robimy. A jeszcze prościej. Przerwy w naszych codziennych obowiązkach szczęśliwym zbiegiem okoliczności zbiegły się w czasie, co pozwoliło na tę przerwę w przerwie w pracy nad filmem.
Bilansem minionej nocy i wciąż jeszcze mijającego dnia będą dwa ujęcia. Może i to niedużo. Jednak - prawdę mówiąc - już pierwsza godzina tej wznowionej pracy wystarczyła w zupełności, by zażegnać wszelkie dręczące nas od dawna przykre doznania psychologiczne oraz fizyczne, zwane zespołem abstynencyjnym. Ręce przestały się trząść, a białe myszki pochowały się gdzieś daleko. Nie mówiąc już o kolejnych godzinach, które wprawiły nas w absolutną błogość. Aż strach pomyśleć, że jutro poniedziałek.
Cóż, należy delektować się stanem aktualnym i mieć nadzieję, by następny detoks nie trwał aż tak długo. Kolejne wyzwania czekają.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Zawieszenie broni
Cały ten pracowity lipiec i tak należy umieścić w szufladzie z napisem "dary losu". Coś jak okno pogodowe dla himalaisty. Teraz jednak dla odmiany przyszły gęste chmury nieuniknionej mniej i bardziej szarej codzienności, które trochę tak nad nami powiszą. Krótko mówiąc, czeka nas co najmniej kilkutygodniowe zawieszenie broni, po którym powrót do zdjęć będzie możliwy tylko w trybie weekendowym. Ostatnie ogromne "okno" zastąpią nam więc wówczas już tylko te sobotnio-niedzielne lufciki. Faktycznie, może i nie brzmi to najweselej. Powodów do satysfakcji kilka jednak mamy. Trzeba przecież uczciwie przyznać, że ten czas minionych paru tygodni wykorzystaliśmy w maksymalnym możliwym wymiarze!
Ostatnie jak dotąd ujęcia powstawały tydzień temu. 10 i częściowo jeszcze 11 sierpnia. Stan aktualny to 5840 zdjęć, co zgodnie z obecnymi przewidywaniami stanowi trochę ponad 50% całości. W tym - co niezwykle istotne - mamy już za sobą całą zdecydowanie najtrudniejszą od strony technicznej scenę. Mogło być gorzej. Naprawdę.
Na deser nowości ze świata wirtualnego. Oto, żeby nie było zbyt nudno, w ten nasz "pochmurny" czas postanowiliśmy złożyć jaja również na innej planecie Internetu. Uwaga, uwaga... Mamy zaszczyt uroczyście zaprosić wszystkich zakażonych już tym paskudnym nałogiem do polubiania i odwiedzania naszego świeżutkiego, wciąż jeszcze lśniącego i pachnącego nowością kapokowego Facebooka!
poniedziałek, 20 października 2014
Co dwie głowy to nie jedna
Przechodząc do konkretów. Od momentu, w którym będziemy mogli triumfalnie obwieścić, że zaczynamy zdjęcia, dzieli nas stosunkowo niewiele spraw. Najważniejszą z nich jest ta, że bohater naszego filmu wciąż czeka na głowę. A i gdzieś na marginesie tego zagadnienia są także jego dłonie.
Głowimy się i głowimy, a po drodze wychodzą z tego nieraz różne dziwne rzeczy. Podpatrujemy, podpytujemy, szukamy sprawdzonych patentów, a koniec końców i tak uczymy się na własnych błędach. Może użyć tego, a może tamtego? Może to odlać w tym, a może odwrotnie? Może to najpierw polakierować, a może spróbować innych proporcji? Itd., itd... Możliwości jest dużo. Przy okazji zahaczamy o różne pozornie odległe dziedziny. Po tygodniach zmagań z głową, stomatologia jest nam bliższa niż kiedykolwiek!
Jak powszechnie wiadomo, z dydaktycznego punktu widzenia nauka na własnych błędach nie jest wcale złą metodą. Na pewno trwałą i skuteczną. Niestety jednak także czasochłonną. Prace trwają i, jak się zdaje, jesteśmy bliżej niż dalej.
Najważniejsze to nie tracić głowy... :)
niedziela, 29 grudnia 2013
W bulu i nadzieji
Niemniej, jak zapewniamy po raz nie wiadomo już który, wciąż działamy. Walczymy. Zmagamy się z czasem i z materią (nieraz może bardziej z brakiem jednego i drugiego). I choć robimy często dużo hałasu, zamętu, krzeszemy iskry, pylimy, dymimy - jednym słowem praca wre - nadal ciężko o efekty, którymi moglibyśmy się otwarcie pochwalić. Tzn. jakieś są, całkiem widoczne, ale wyjątkowo mało spektakularne. Przechwalanie się nimi byłoby zapewne zwykłym, nikomu na nic niepotrzebnym, rozdrabnianiem się. Z drugiej strony chcielibyśmy jednak od czasu do czasu dać Państwu jakieś znaki życia.
Rozwiązaniem tej trudnej sytuacji może być przyjęcie na chwilę jednego z założeń sztuki konceptualnej, a więc tego, iż wartość sztuki może tkwić w samym procesie twórczym! Proszę bardzo. O ile posklejane, czy poskręcane ze sobą dość chaotycznie deski, jeszcze bez kolorów i nic nieprzypominające; o ile jakieś detale, które nabiorą jakiegokolwiek znaczenia dopiero złączone razem w większą całość; o ile to wszystko rzeczywiście nie powinno być w tym momencie niczym spektakularnym, o tyle widok kapoków uwijających się w całym tym chaosie i bezładzie przedmiotów, może nam chyba przynieść pewną rekompensatę. Można popatrzeć, pośmiać się. Przede wszystkim jednak mamy dowód, że kapoki w ogóle coś robią.
Wracając do początku, wprawdzie nie zakładaliśmy sobie nigdy żadnej normy, ale mówiliśmy nieraz coś o nadziei. W poprzedniej notce, np. wyraziliśmy takową o ukończeniu scenografii do końca roku. Padało wówczas również stwierdzenie, że "koniec tego etapu prac jest już na wyciągnięcie ręki". Teraz - całkiem szczerze - nie jest na wyciągnięcie ręki, jest o włos. Zaś do końca roku pozostało jeszcze trochę czasu. Może zatem, miast 300% normy, będzie 100% nadziei?
niedziela, 25 marca 2012
OFAFA 2012
Niedawno informowaliśmy o kwalifikacji dwóch naszych filmów na XVII Ogólnopolski Festiwal Autorskich Filmów Animowanych OFAFA 2012. Impreza ta odbyła się w Krakowie w dniach 22-24 marca 2012 roku, zatem od ponad doby można mówić o niej już wyłącznie w czasie przeszłym. Chcemy jednak opowiedzieć to i owo na jej temat, gdyż dość nieoczekiwanie... Zacznijmy od początku. "Pipeta" i "Resurrection" trafiły do konkursu filmów zrealizowanych przez twórców nieprofesjonalnych. Już sama obecność naszych "dzieł" w programie tak prestiżowego Festiwalu zdawała się być ogromnym wyróżnieniem. Termin Festiwalu okazał się jednak dla Kapoków na tyle niekorzystny, iż ostatecznie żaden z nas nie zgłosił gotowości do reprezentowania Ferajny na Ofafie. W razie ewentualnych potrzeb w naszym imieniu występować miał nasz dobry znajomy Piotr Kardas.
Tak oto spokojnie i niewinnie mijał sobie piątkowy wieczór. Niczego
niespodziewające się Kapoki zajmowały się swoimi sprawami (właśnie tymi, które nie pozwoliły im znaleźć się w owym czasie w Krakowie), gdy nagle niewiele przed północą dotarła do nich nieoczekiwanie dobra nowina. Zadzwonił Mariusz Frukacz - jeden z organizatorów Ofafy - obwieszczając triumf naszej "Pipety". Zasugerował on, że jednak fajnie byłoby, gdybyśmy pojawili się w Krakowie osobiście. Otrząsnąwszy się już nieco, po szybkiej naradzie stwierdziliśmy krótko: "Rzeczywiście, nie codziennie przecież dostaje się Nagrodę Główną na Ofafie, jedziemy! A obowiązki? - trudno, nie uciekną."
W ten sposób następnego dnia, tj. w sobotę, wczesnym rankiem dwóch kapoków było już w drodze do Krakowa. Pierwszym punktem programu, na który mieliśmy zdążyć była Konferencja prasowa i forum dyskusyjne "Wokół polskiego filmu animowanego"
Kolejnych kilka godzin spędziliśmy kręcąc się po Krakowie i spotykając z różnymi znajomymi (zarówno tymi z Krakowa, jak i tymi spoza). O 19:00 przyszedł czas na rozdanie nagród, oficjalne zamknięcie Festiwalu i pokaz nagrodzonych filmów. Ze względu na późną porę i w perspektywie daleką powrotną drogę do domu, postanowiliśmy nie czekać do końca projekcji. Mogliśmy sobie na to pozwolić, gdyż sporą część spośród wyróżnionych obrazów już znaliśmy. Pożegnaliśmy się z Przewodniczącym Biura Festiwalowego Januszem Korosadowiczem i pojechaliśmy.
Podsumowując, dlaczego warto było poświęcić choćby ten jeden dzień i odwiedzić Ofafę? Przede wszystkim, mnóstwo ludzi związanych z animacją zgromadzonych jest w jednym miejscu. Daje to możliwość wymiany doświadczeń, spostrzeżeń oraz po prostu zwykłej integracji środowiska. Poza tym niewątpliwie miło jest usłyszeć od kogoś, kto całe swoje długie życie poświęcił filmowi animowanemu, jednym słowem autorytetu w tej dziedzinie, że zrobiło się dobry film. W dodatku zestaw dzieł nagrodzonych naprawdę robi wrażenie, są to obrazy dobre, bardzo dobre i znakomite, znane i uznawane. Ciekawym i cennym doświadczeniem była też sama konfrontacja własnych wyobrażeń o Festiwalu z jego rzeczywistym wizerunkiem. Otóż mimo dużej ilości filmów, całego splendoru i nienegowanego przez kogokolwiek prestiżu, impreza robi wrażenie dość kameralnej. Czy tylko nas to dziwi? Tak, czy inaczej, nie da się zaprzeczyć, OFAFA to prawdziwe święto polskiej animacji. Spotkał nas wielki zaszczyt, dziękujemy!
środa, 29 lutego 2012
Krótkie Noce
czwartek, 23 lutego 2012
OFAFA

W ekspresowym, jak na ostatnie czasy tempie pragniemy pochwalić się pewną informacją. Dotyczy ona aż dwóch naszych filmów. Po szczegóły zapraszamy tu: http://www.ofafa.pl/pages/index.php?p=konkurs
środa, 22 lutego 2012
Nowości


środa, 30 listopada 2011
Czwarty
wtorek, 29 listopada 2011
Sprawy stare

poniedziałek, 28 listopada 2011
Resurrection odwiedza kolejne miejsca

Mamy kolejne wieści na temat naszego "Resurrection". I są to informacje bardzo dla nas radosne. Otórz już nie tylko ŻubrOFFka zaprezentuje ten tytuł. Filmowi udało się przejść przez kolejne dwa sitka i dzięki temu pokazany zostanie na festiwalu Łapa oraz na tegorocznych Filmowych Zwierciadłach. Oba festiwale nie są nam obce, odwiedziła je nasza "Pipeta". Przypomnimy tylko, że z Ostrołęki udało nam się przywieźć wyróżnienie. Jak będzie w tym roku? wystarczy trochę poczekać i się tego dowiemy. My swoim starym zwyczajem trzymamy kciuki i czekamy na wszystkie wspomniane imprezy.
poniedziałek, 21 listopada 2011
V Festiwal Filmów Niepoważnych "NAKRĘCENI" 2011

niedziela, 20 listopada 2011
ŻubrOFFka 2011

Przyszła pora, aby i nasze Resurrection rzucić na duży ekran. W sieci znaleźć można informacje o filmach zakwalifikowanych na festiwal ŻubrOFFka. Będzie to już szósta edycja białostockiej imprezy. Nasza produkcja pojawi się między filmami w kategorii "amatorzy". Oczywiście serdecznie zapraszamy na projekcję!
sobota, 19 listopada 2011
Pokazy Specjalne KAN
Panie i Panowie, śpieszymy donieść o pewnym zjawisku, które, choć trwa już od niemal pół roku, w jakiś dziwny sposób aż do teraz umykało naszej uwadze. Cóż to za zjawisko? Na początku maja informowaliśmy o Festiwalu Kina Amatorskiego i Niezależnego KAN we Wrocławiu oraz o otrzymanym tam przez Pipetę wyróżnieniu. Charakterystyczne dla tej imprezy jest jednak to, że pomiędzy kolejnymi, odbywającymi się corocznie edycjami, w całym kraju pod jej szyldem organizowane są dość liczne pokazy dodatkowe, tzw. "specjalne". Do tej pory oprócz samego Wrocławia nawiedzały one (kolejność chronologiczna): Nową Sól, Nową Rudę, Leśnicę, Katowice, Berlin, Szklarską Porębę, Jawor i Rzeszów. Ze względu na różnorodność miejsc i charakteru imprez towarzyszących, programy tych projekcji bywają różne. Czasem, jak się okazuje, jeden z punktów "rozkładu jazdy" stanowi nasza Pipeta. I to właśnie przegapiliśmy.
Przez długie miesiące byliśmy przekonani, iż zawiadamiamy rzetelnie o wszystkich nadarzających się okazjach do oglądania naszych "dzieł" na dużym ekranie. A jednak... Dlaczego tak późno się zorientowaliśmy? Nie może być żadną tajemnicą, iż Kapok ma pewne powiązania z Częstochową. Dla jednego z nas jest to miejsce wspominanych z łezką w oku lat studenckich, dla innego zaś owe lata studiowania w "mieście świętej wieży" nadal jeszcze trwają (nie czas na rozważania, czy "stety", czy niestety...), a właśnie w Częstochowie odbędzie się najbliższy pokaz specjalny KAN, w programie którego nie zabraknie Pipety. Takiego wydarzenia, przy wspomnianych związkach z miastem, nie dało się już przeoczyć. Za wszystkie poprzednie przegapione przepraszamy, prosimy o rozgrzeszenie i obiecujemy poprawę.
Tymczasem serdecznie zapraszamy na projekcje w "świętym mieście" wszystkich, którym byłyby one jakkolwiek po drodze. Rzecz dzieje się w najbliższy wtorek i środę (22-23 listopada 2011 r.), w Klubie Politechnik (al. Armii Krajowej 23/25), start o 18:00. W rozkładzie pozycje nagrodzone na festiwalu. We wtorek filmy polskie, dzień później zagraniczne. Wstęp wolny. Jeszcze raz gorąco zachęcamy!
wtorek, 15 listopada 2011
Relacja z Relanium














