Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bełchatów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bełchatów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Dźwięk

Na ukończeniu są prace nad udźwiękowieniem "C'est la vie". Zamknięcie tego etapu pozostaje kwestią pewnej niewielkiej już ilości ostatnich szlifów i poprawek. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak drastycznie odmienny może być odbiór filmu z dźwiękiem i bez dźwięku. Nie jest to sugestia, by koniecznie zaraz w ramach eksperymentu oglądnąć jakieś dowolnie wybrane dzieło kinematografii ze skręconą do zera gałką "volume". Bo i nie w tym rzecz. Diabeł tkwi gdzie indziej, a mianowicie w szczegółach. Możemy słyszeć, powiedzmy, dialogi. Nawet muzykę. Ale dopóki oprócz tego widoczny na ekranie ruch nie jest wsparty odpowiednio dobranym drobnym szmerem, szelestem, stuknięciem, puknięciem, podmuchem, piśnięciem, chrupnięciem, itd., dopóty film z reguły zdaje się być płaski i pusty. Mało tego. Ruch ruchem, ale równie ważne są bezruch i statyczność. A więc - w uproszczeniu - "brzmienie ciszy" w filmie.


Wielka to frajda dla twórców zobaczyć po raz pierwszy, jak obraz zgrywa się z dźwiękiem. Swoją drogą jest to też moment istotnej próby, podczas której zazwyczaj rozstrzyga się sporo kwestii. Czy ujęcia następują po sobie w odpowiedniej kolejności, czy tempo filmu jest właściwe. Czy dynamicznie obraz układa się w zgrabną i logiczną całość. Czy pewne momenty o największej wadze nie występują zbyt blisko siebie, nie pozwalając jeden drugiemu wybrzmieć. Albo zbyt daleko, przez co środek ciężkości pozostaje niedookreślony i rozmyty, a cała dramaturgia się rozkleja. Wszystkie te sprawy z zasady od najgłębszych początków prac nad filmem są poukładane i wielokrotnie przemyślane. Ale prawda jest taka, iż to właśnie wraz z pojawieniem się dźwięku cały ustalony ład i porządek potrafi w zaskakujący sposób pokazać nam swoje zupełnie inne nieznane oblicze. I nieraz - w najgorszych przypadkach - okazuje się, że właściwie to koncepcja nadaje się do remontu.

Na szczęście przy "C'est la vie" ominęły nas tego typu problemy, a dźwiękowiec (niżej podpisany) z całą satysfakcją powtarzał sobie radośnie, że jest pierwszym człowiekiem, który ma szansę się przekonać i przekonuje się, że wszystko gra, zgadza się i żre. Słowem - to jest to! Jeśli mówimy o w sumie kilkuminutowym filmie, nad którym do tego momentu KaPoK siedział blisko sześć lat - proszę uwierzyć - możliwość takiego przekonania się, że to jednak działa, to ogromna radość. Aż dziw, że nikt, wykrzykując "eureka", nie wyskoczył na ulicę.

A teraz deser. Otóż ze ścieżką dźwiękową "C'est la vie" wiąże się też kilka ciekawostek. Jak choćby ta, że w filmie będzie słychać głosy wszystkich członków KaPoKa! I to słychać na tyle, że, odpowiednio wytężywszy zmysły, każdego z osobna będzie dało się rozpoznać. Jeśli zaś chodzi o "brzmienie ciszy", trzeba przyznać, iż mamy w tej warstwie filmu sporą rozpiętość geograficzną. Wykorzystane są bowiem ambienty nagrywane zarówno w naszym rodzinnym Bełchatowie, jak i w Częstochowie, w Łodzi, a wreszcie nawet i w Gdyni! Niektóre elementy ścieżki dźwiękowej kulturalnie pożyczyliśmy. Otóż tłem dla jednej ze scen "C'est la vie" stał się rozbrzmiewający z telewizora "Arcy kórwa morderca" naszego kolegi Maćka Głowińskiego. Tym samym więc w ujęciu geograficznym dochodzi także wątek warszawski. Na koniec, żeby nie było zbyt nudno, wspomnimy jeszcze o istotnym udziale w ścieżce dźwiękowej, czytającego na głos obce języki translatora Google...

Teraz czekamy na finisz postprodukcji. Tym samym "C'est la vie" powoli, powoli wypływa wreszcie na powierzchnię!

niedziela, 3 stycznia 2016

Nie jest źle

Proszę Państwa,
Sielanka dobiega właśnie końca. Dla wielu z nas czas świąteczno noworoczny jest pełen dni całkowicie wolnych od codziennych obowiązków. W naszym przypadku okoliczność ta naturalnie stała się okazją do nadgonienia wielotygodniowych przestojów w pracach nad filmem. I nadgonić udało się całkiem konkretnie! Minionej nocy została ukończona czwarta z pięciu zaplanowanych scen filmu. Łącznie mamy już 8701 zdjęć. Pod względem ilościowym nie jest źle. A jak pod względem jakościowym? Nie będziemy rozpisywać się o tym, co nam samym się wydaje, bo nie wypada - i nawet trudno by było - być sędzią we własnej sprawie. Wspomnimy natomiast, iż pewne obiektywne prawa przyrody zdają się potwierdzać, że tu też nie jest źle!

Skoro już bawimy się czasem w te statystyki, można spojrzeć na to w ten sposób. Zdjęcia rozpoczęliśmy 28 czerwca 2015. Dziś - 3 stycznia 2016 - mamy już zatem na liczniku dzień nr 185. Daje to średnio 47 zdjęć w ciągu dnia. Niezbyt szybkie tempo, prawda? Gdy jednak do liczenia przeróżnych średnich uwzględnimy nie tyle start zdjęć, co moment rozpoczęcia jakichkolwiek działań z tym filmem związanych, okaże się, że średnie tempo mamy jeszcze gorsze. Przypomnijmy, że niedawno minął piąty rok od rozpoczęcia prac nad "C'est la vie". Wychodzi więc na to, iż do tej pory nasza średnia prędkość to 69 sekund filmu na rok, co w przeliczeniu dawałoby niecałych 5 zdjęć na dzień...

To oczywiście tylko średnie. Choć prawdziwe, często pokazują rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Wystarczy wspomnieć, powiedzmy, o średnich zarobkach w naszym nieszczęśliwym kraju... Niemniej jednak i bez zbytniego wczuwania się w jakiekolwiek statystyki nietrudno stwierdzić, że tempo naszych prac jest wolne lub bardzo wolne. Niewątpliwie też działamy tanio, oszczędnie przecedzając każdy wydawany grosz przez sito wątpliwości i pytań w rodzaju "czy na pewno warto?". Zgodnie zaś z obiektywnym prawem przyrody zilustrowanym poniżej, jeśli jest tanio i szybko, nie może być dobrze.

http://like-a-geek.pl/felietony/tanio-szybko-dobrze-wybierz-dwa/


Skoro więc w naszym przypadku jest tanio i wolno, wolno nam się chyba łudzić, że jest dobrze, no bo przecież nie jest źle!

niedziela, 29 grudnia 2013

W bulu i nadzieji

Przodownicy pracy z nas żadni. Nie wyrabiamy trzystu, dwustu, stu, ani nawet pięćdziesięciu procent normy. Powód jest jednak prosty - nigdy nie zakładaliśmy sobie żadnej normy!

Niemniej, jak zapewniamy po raz nie wiadomo już który, wciąż działamy. Walczymy. Zmagamy się z czasem i z materią (nieraz może bardziej z brakiem jednego i drugiego). I choć robimy często dużo hałasu, zamętu, krzeszemy iskry, pylimy, dymimy - jednym słowem praca wre - nadal ciężko o efekty, którymi moglibyśmy się otwarcie pochwalić. Tzn. jakieś są, całkiem widoczne, ale wyjątkowo mało spektakularne. Przechwalanie się nimi byłoby zapewne zwykłym, nikomu na nic niepotrzebnym, rozdrabnianiem się. Z drugiej strony chcielibyśmy jednak od czasu do czasu dać Państwu jakieś znaki życia.

Rozwiązaniem tej trudnej sytuacji może być przyjęcie na chwilę jednego z założeń sztuki konceptualnej, a więc tego, iż wartość sztuki może tkwić w samym procesie twórczym! Proszę bardzo. O ile posklejane, czy poskręcane ze sobą dość chaotycznie deski, jeszcze bez kolorów i nic nieprzypominające; o ile jakieś detale, które nabiorą jakiegokolwiek znaczenia dopiero złączone razem w większą całość; o ile to wszystko rzeczywiście nie powinno być w tym momencie niczym spektakularnym, o tyle widok kapoków uwijających się w całym tym chaosie i bezładzie przedmiotów, może nam chyba przynieść pewną rekompensatę. Można popatrzeć, pośmiać się. Przede wszystkim jednak mamy dowód, że kapoki w ogóle coś robią.

Wracając do początku, wprawdzie nie zakładaliśmy sobie nigdy żadnej normy, ale mówiliśmy nieraz coś o nadziei. W poprzedniej notce, np. wyraziliśmy takową o ukończeniu scenografii do końca roku. Padało wówczas również stwierdzenie, że "koniec tego etapu prac jest już na wyciągnięcie ręki". Teraz - całkiem szczerze - nie jest na wyciągnięcie ręki, jest o włos. Zaś do końca roku pozostało jeszcze trochę czasu. Może zatem, miast 300% normy, będzie 100% nadziei?


środa, 29 lutego 2012

Krótkie Noce

No i doczekaliśmy się Pipety w TV. Może nie są to godziny porywającej oglądalności, ale zawsze jest to jakiś sukces. Krótka notka o filmie oraz godziny jego wyświetleń dostępne są pod tym adresem:


Cierpiącym na bezsenność fanom pana Mietka życzymy udanej projekcji.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Już po

Wczoraj zakończyła się piąta edycja Festiwalu Filmów Niepoważnych "Nakręceni". Jury obejrzało 44 filmy, które trwały łącznie ponad 15 godzin. W burzliwej dyskusji wyłoniono laureatów. Ilość nagród, co należy podkreślić, była imponująca. Poza nagrodą główną i dwoma wyróżnieniami uhonorowano kilka innych filmów. I tak kolejno grand prix zdobył film "Badzioch" w reżyserii Łukasza Bursy, wyróżnienia przypadły filmom "Agencja Fatum" Grzegorza Nity oraz dokumentowi "Taki Los" Andrzeja Sidora. Animacja "Agencja Fatum" dostrzeżona została również przez festiwalową publikę, wiązało się to oczywiście z kolejną nagrodą dla tego obrazu. Specjalne wyróżnienie od jury otrzymał pełnometrażowy film "Twoja stara. Baśń" autorstwa Łukasza Jedynastego. Jurorzy postanowili docenić ogromny wysiłek twórców i stopień profesjonalizmu, jaki udało im się osiągnąć. Kolejną nagrodę przyznała Ferajna Filmowa KaPoK. Tym razem padło na tytuł "Musztarda w biedzie celem odmóżdżenia z wampiryzmu medialnego" w reżyserii Mariusza Szulca, Adama Grodnickiego i Wojciecha Wojtysiaka. Specjalnego wyróżnienia doczekała się również Amatorska Grupa Filmowa "Wolf" ze Słubic, która na tegorocznym festiwalu zaprezentowała dwa swoje filmy. Oba dzielnie walczyły o nagrody i
ich tytuły często padały w rozmowach jurorów.

Swoją nagrodę przyznali też najwytrwalsi widzowie festiwalu, którzy obejrzeli wszystkie prezentowane obrazy. Wyróżnili oni film "Każdy ma swoje kino" w reżyserii Piotra Rzepki.
Po trzech wspaniałych i męczących zarazem festiwalowych dniach trzeba niestety wracać do szarej i kwadratowej rzeczywistości. Mamy nadzieję, że za rok festiwal uda się jeszcze lepiej a zainteresowanie tym wydarzeniem będzie stale rosło. Twórcom serdecznie gratulujemy sukcesów, życzymy sił i cierpliwości do pracy nad kolejnymi filmami.

poniedziałek, 21 listopada 2011

V Festiwal Filmów Niepoważnych "NAKRĘCENI" 2011


Pewnie ogromna większość ludzi przyjmuje za normalną rzecz,że impreza mająca za sobą już kilka odsłon, pojawi się w kolejnym roku. Niby to logiczne, ale nie tak znów oczywiste. Tak właśnie rzecz się miała z bełchatowskim festiwalem "Nakręceni". Odbyła się pierwsza, druga, trzecia i czwarta edycja. Przyszedł rok 2011 i kolej na piątą odsłonę. Dobre samopoczucie wielbicieli tego wydarzenia psuły jednak różne wiadomości ukazujące się na stronie organizatora. Czytaliśmy komunikaty obwieszczające, że a to festiwalu nie będzie, innym razem, że odbędzie się jakiś pokaz filmów, ale nie zostanie zorganizowany przegląd konkursowy. Powodem jak zawsze miały być pieniądze... Jako ludzie zainteresowani tematem filmów i przyzwyczajeni już do corocznej zabawy na "Nakręconych" zgodnie stwierdziliśmy, iż tak być nie może i ten festiwal tak łatwo nie umrze. O dziwo poszło dużo łatwiej niż się spodziewaliśmy. Wystarczyła krótka wizyta w Miejskim Centrum Kultury podczas której stwierdziliśmy, że skoro oni nie chcą organizować festiwalu, to zajmiemy się tym my. I to podziałało w magiczny wręcz sposób. Jakimś cudem znalazły się i pieniądze i chęci. Owszem, wszystko przygotowywane było w pośpiechu bo i decyzja o kontynuowaniu "FFNN" zapadła późno. Takim oto sposobem dołożyliśmy ze swojej strony troszkę starań, zdobyliśmy kilku drobnych sponsorów, opracowaliśmy część grafiki festiwalowej, stworzyliśmy muzykę pod przerywniki, zasiadamy też w konkursowym jury (uważamy, że nie jest to dużo, ale lepsze to niż nic) - słowem nazywamy się oficjalnie "współorganizatorami". Rzecz jasna z tego też powodu żaden z naszych filmów nie weźmie udziału w konkursie. No cóż, coś za coś ;)

Nas jednak najbardizej cieszy, to że udało się utrzymać tę jedną z ciekawszych kulturalnych imprez Bełchatowa przy życiu. Mamy też nadzieję, że w kolejnych latach nie będziemy przeżywać podobnych dramatów i oczywistym będzie, że "Nakręceni" to już kawałek naszego miasta, tradycja, której nie powinniśmy zapominać, coś czym możemy się poszczycić i być z tego dumni.
Zapraszamy zatem na solidną porcję kina (i nie tylko kina). Startujemy w najbliższy piątek o 16.00. Po szczegółowe informacje prosimy zaglądać tu.

wtorek, 15 listopada 2011

Relacja z Relanium

Za nami już kolejna edycja imprezy zwanej Relanium. Tak jak się można było spodziewać klimat dopisał, publiczność świetnie przyjmowała kolejne filmy. Z racji ich charakteru salę co chwilę przecinały salwy donośnych chichotów. Miło było patrzeć na mniej lub bardziej amatorskie produkcje przepełnione humorem. Nasza "Pipeta" również spotkała się z fajnym odbiorem. Okazało się z resztą, że nie tylko publiczności przypadła ona do gustu. Jurorzy tegorocznej edycji postanowili uhonorować nas tzw. Średnią Relanką (inaczej mówiąc jest to druga nagroda). Nie trzeba chyba nadmieniać, że bardzo pozytywnie nas to zaskoczyło.

Co do samego festiwalu to trzeba przyznać, że był krótki, treściwy i sprawnie przeprowadzony. Większej "obsuwy" w stosunku do programu nie odnotowaliśmy. Faktem jest, że ów program nieco uległ zmianie i wyleciał z niego blok filmów, w którym miało być prezentowane nasze "Resurrection". Szkoda, że do dziś nie mieliśmy okazji widzieć go na dużym ekranie, ale z drugiej strony dobrze się stało bo taki "zamulator" nijak nie pasowałby do Relanium, które przecież ma być nie inne jak antydepresyjne. A na srebrny ekran pewnie jeszcze przyjdzie czas.

Co można jeszcze powiedzieć o łódzkiej imprezie walczącej dumnie ze stanami przygnębienia? Ano na pewno tyle, że nieco słabe były same warunki techniczne odtwarzania filmów. Doczepić się można tak do dźwięku, który pobrzmiewał gdzieś z okolic ekranu, jak i do obrazu, który przywodził na myśl odchodzące w zapomnienie kasety VHS. Sala w Cytrynie jest niezbyt szeroka, ale za to długa niepomiernie. Dlatego pewnie dźwięk w jej końcu był już mocno zniekształcony. Odległość rzutnika od ekranu zapewne też zrobiła swoje - tak się nam przynajmniej wydaje ;P To jednak tylko detale, które nie zdołały zepsuć ogólnego dobrego wrażenia. Oglądać wszak się przecież dało a zabawa była lepsza niż na niejednym sporo większym festiwalu. Publiczności i frekwencji pozazdrościć może nie jeden organizator podobnego wydarzenia. Tak więc, z filmem czy bez, chętnie wpadniemy do Łodzi za rok.

Warto też przypomnieć, a niektórych może dopiero uświadomić, że tegoroczna nagroda dla Ferajny Filmowej KaPoK to już druga Relanka w naszych zbiorach. Parę lat temu gościliśmy w Łodzi jeszcze jako Fly Films i przy pomocy animacji "Die Wiedergutmachung" zgarnęliśmy wówczas najmniejszą ze statuetek (Małą Relankę).

Może jeszcze tylko dodamy, że pozytywne wydały nam się męskie toalety w Cytrynie ;)

czwartek, 10 listopada 2011

Trzeci


Zupełnie niedawno pisaliśmy, że na ukończeniu jest nasz najnowszy film. Prawda jest taka, że już dzień lub dwa po opublikowaniu rzeczonego postu film był gotów. Czekał jedynie na dalszy rozwój sprawy. I tak dziś został on wręczony ludziom pracującym w wydziale kultury naszego starostwa, które jak wiemy, jest zleceniodawcą tej animacji. Czekamy już tylko na opinie o naszej pracy i mamy szczere nadzieje usłyszeć pozytywne słowa.

Pochwalić nas lub zmieszać z błotem mogą także internauci. Film dostępny już jest serwisie YouTube. Nie ma co, jesteśmy ciekawi co o tym wszystkim myślą rodacy. Czekamy zatem na szczere opinie i zapraszamy do oglądania.

piątek, 28 października 2011

Święto


Wieść się po świecie niesie, że dziś nastał międzynarodowy dzień animacji. Wszystkim pasjonatom gatunku życzymy z tej okazji możliwości obejrzenia wielu animowanych dzieł, twórcom pasji i siły, sobie oczywiście również.

Z okazji tegoż święta odbywa się mnóstwo imprez. My na żadną z nich niestety się nie wybieramy, ale korzystając z okazji, że wspomniany dzień animacji łączy się z końcem tygodnia pracy - poświętujemy po swojemu ;P

czwartek, 20 października 2011

Niebawem trzeci film KaPoKa


Ferajna Filmowa KaPoK zakończyła niedawno zdjęcia do kolejnego filmu. Zdjęcia trwały niemal dwa miesiące, a ich efektem jest minuta i kilka sekund filmu. Za nami jest już także montaż (samej ścieżki wizualnej, rzecz jasna), a na ukończeniu jest udźwiękowienie. Nasz uzdolniony muzyk robi, co może by prace zakończyć jeszcze w tym tygodniu. Pozostanie nam złożyć wszystko w całość, dołożyć parę "dupereli" i można będzie rzec dumnie "finis coronat opus".
Może dla niektórych z naszych nielicznych, ale wiernych widzów, pewnym zaskoczeniem będzie efekt końcowy. Tym razem, bowiem porwaliśmy się na pikselację, a nie animację lalkową. Kończona w tej chwili animacja to w gruncie rzeczy reklama. Podjęliśmy się zadania polegającgo na stworzeniu promocyjnego filmu dla naszego powiatu. Może nie jest to dla większości z nas, podobnie jak innych fanów kina, temat wielce porywający, ale staraliśmy się dopilnować pewnego poziomu artystycznego i nie produkować kolejnej nudziarskiej paplaniny o tym, jaki to fajny i niepowtarzalny, i w ogóle mega ekstra jest nasz powiat. Jak wyszło? Cóż, wystarczy poczekać cierpliwie jeszcze kilka dni, a sami się przekonacie. My po raz kolejny zaciskamy kciuki i liczymy, że publiczność będzie miała na co popatrzeć i doceni naszą pracę.

czwartek, 28 lipca 2011

Atherosclerosis

Fragment artykułu Faktów na temat KaPoKa
Jako że nie sprawia nam większej trudności popisywanie się efektami, jakie wywołuje popularna choroba zwana potocznie sklerozą, dlatego powracamy prędko z nowiutkim postem, który stanowi małe uzupełnienie poprzednio zaserwowanych wiadomości. Może to nieco zaskakujące, ale zapomnieliśmy... ...się pochwalić! Jak o tym myślę, to zdaje się to być takie nienaturalne.

W każdym razie, po powrocie z Gdyni nie musieliśmy długo czekać na zainteresowanie lokalnych mediów. Ponad stronę poświęcił nam tygodnik „Fakty”, a kilkuminutowy reportaż o KaPoKu obejrzeć mogli widzowie programu realizowanego przez chyba największą w okolicy „kablówkę”. Bardzo nam miło, że nasze hobby potrafi kogoś zainteresować, a mniejsze czy większe sukcesy nie przechodzą bez echa.

Niestety, nie obyło się bez małych niedomówień i przekłamań (i mam tu na myśli tekst pisany), ale ogólnie rzecz ujmując jest całkiem nieźle i do rzeczy. Dość zacnych rozmiarów artykuł opisujący pokrótce historię grupy i dający czytelnikowi jako takie pojęcie o filmie lalkowym, mówiący o naszych festiwalowych triumfach i przygodach na planie, to dla nas ważne wyróżnienie. Dlatego na niedociągnięcia przymykamy oko. Zresztą przeciętny czytelnik i tak ich nie wychwyci, bo i skąd (może poza tą stroną ;P) miałby wiedzieć, że kilka spraw wyglądało odmiennie niż przedstawia to tekst. Mówiąc krótko i tym samym powtarzając za pewnym znanym panem: „jest dobrze”.

Mimo pewnych wątpliwości, jakie rodziły się w naszych głowach podczas powstawania reportażu, jego ostateczna postać zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie. Generalnie ze swoich wypowiedzi nie jesteśmy specjalnie zadowoleni, ale cała reszta jak najbardziej przypadła nam do gustu. Materiał rzeczowy, rzetelny i mamy nadzieję, że ciekawy. Nas przynajmniej pochłaniał podczas emisji ;)

czwartek, 21 lipca 2011

Let The Movie Begin


Choć od dłuższego czasu nic na naszej stronie się nie dzieje, to nie oznacza, że w życiu również panuje totalna stagnacja. Od czasu opublikowania ostatniego posta na KaPoK-owej witrynie co nieco się wydarzyło.

Odbyło się choćby ostatnie z cyklu spotkań z młodzieżą gimnazjalną. Będziemy je zawsze wspominać pozytywnie. Zostaliśmy zresztą na nim bardzo mile zaskoczeni.

Na spotkaniu panowała przyjemna, luźna atmosfera. Uczniowie zorganizowali poczęstunek, obejrzeliśmy filmy powstałe na warsztatach, rozmawialiśmy o tworzeniu filmów i o naszych wrażeniach z odwiedzonych festiwali filmowych. Mało zobowiązującemu klimatowi służył również fakt, że od końca roku szkolnego młodych dzieliły ledwie dwa dni. Warto zauważyć, że nasze zajęcia nie zaowocowały tylko filmami tworzonymi w ramach warsztatów. Kilkoro przedstawicieli dorastającego pokolenia połknęło filmowego bakcyla i zdecydowali się oni na prezentację swoich prób. Próby te, trzeba przyznać, były udane, jak na pierwsze kroki w tworzeniu filmów.

Kolejną miłą niespodzianką, jakiej dane było nam zaznać, były podziękowania; i te osobiste, jak i te na piśmie. Mamy więc świetną pamiątkę mile spędzonego czasu. Jak zawsze uważałem się za kiepskiego pedagoga słabo współpracującego z młodzieżą, tak uważam, że z grupami takimi jak ta, można by pracować po emeryturę i nie miałoby się dość. Satysfakcja z tych spotkań jest trudna do opisania i dlatego na tym stwierdzeniu zakończę swoje, niezbyt udolne, próby.

Ruch w „interesie” na tym jednak się nie kończy. Ciągle na ukończeniu jest nowy film. Prace powoli posuwają się naprzód i ich koniec jest już dla nas dostrzegalny. Zostało już zdecydowanie mniej, niż więcej.

W międzyczasie trwały też prace nad scenariuszem do kolejnej produkcji. Jak to u KaPoKów jednak bywa, nic nie może iść zgodnie z planem i z różnych dyskusji narodził się pomysł na kolejną animację. Co ciekawe, jej forma ma odbiegać od „Pipety” i od właśnie kończonego projektu (pod roboczym tytułem „Resurrection”). Kolejną istotną informacją jest fakt, że najprawdopodobniej ów najnowszy pomysł wyprzedzi w realizacji czekający już kilka miesięcy, inny film. Cóż tu można powiedzieć? Taki mały KaPoKowy bałagan chyba dobrze nam robi, a już z całą pewnością trzeba powiedzieć, że nie przeszkadza. Teraz pozostaje zaopatrzyć się w odpowiednie materiały (część już jest) i dużo chęci do pracy (tych też raczej nie brakuje). Przyda nam się jeszcze sporo wolnego czasu i wówczas nie będzie większych trudności we wcielaniu w życie kolejnych pomysłów. Nieco gorzej niż z całą resztą może być z czasem, ale w końcu KaPoK, jak to KaPoK — tak łatwo nie utonie. Liczymy, że damy radę stawić czoła kolejnym przeciwnościom i już niebawem będziemy mogli zaprezentować widzom swoje kolejne utwory.

Trochę dzieje się również z samą „Pipetą”. Aktualnie nie bierzemy udziału w festiwalach a to dlatego, że ich po prostu nie ma (lub nie znaleźliśmy informacji o takowych). Zaczął się jednak ruch w nieco innym kierunku i jest to, jak nam się zdaje, efekt prezentacji filmu w Gdyni. Nie będziemy jednak na razie wszystkiego zdradzać. Trochę nie chcemy zapeszać, a poza tym tak jakoś głupio wyśpiewać wszystko przy jednej „spowiedzi”;)

sobota, 21 maja 2011

Se-Ma-For Film Festival On Tour

Dziś (21 maja 2011 r.) w MCK „Piwnica” w Bełchatowie gościł Se-Ma-For Film Festival On Tour. Jest to impreza wędrująca po miastach województwa łódzkiego, promująca zarówno samą łódzką wytwórnię, jak i film animowany w ogóle. Jako entuzjaści tego rodzaju sztuki nie mogliśmy przegapić podobnej okazji. Mało więc tego, że odliczyliśmy się na miejscu w niemal pełnym składzie, to jeszcze wzięliśmy w akcji czynny udział. Jacek jako współorganizator ze strony bełchatowskiego MCK, zaś Wojtek, Bartek i Rafał jako wolontariusze pomagający w „Grze miejskiej”.

Z dzisiejszymi gośćmi z Łodzi łączy nas mnóstwo wspólnych tematów. Nawiązywaniu kontaktów sprzyjała, panująca w „Piwnicy” nieprzerwanie, miła atmosfera. Wszystko to razem zaowocowało włączeniem do programu dzisiejszych projekcji również naszego „dziecka”. Możemy zatem (i chętnie to robimy) chwalić się, iż podczas Se-Ma-For Film Festival On Tour gdzieś pomiędzy Władysławem Starewiczem, a najlepszymi filmami Se-Ma-Fora pojawiła się również Ferajna Filmowa KaPoK i jej „Pipeta”...

środa, 11 maja 2011

KaPoK w szkole



Kilka dni temu (05.05.2011 r.) dwaj członkowie KaPoKa mieli przyjemność zaprezentowania swojej twórczości przedstawicielom młodszego pokolenia. Wojtek i Bartek zostali poproszeni o przeprowadzenie zajęć w Publicznym Gimnazjum nr 5 w Bełchatowie. Celem zajęć było przybliżenie młodzieży zagadnień związanych z animacją lalkową. Trwająca dwie godziny prezentacja filmów spod znaku KaPoKa i Fly Films, połączona z dość luźno prowadzonym wykładem, okazała się sukcesem. Młodzi Bełchatowianie chętnie pochłaniali kolejne filmy, zainteresowanie z ich strony było wyraźne, reakcja na sytuacje wyświetlane na ekranie wręcz żywiołowa. Niezmiernie miło było nam odebrać kilkukrotne oklaski.

Przed nami kolejne spotkanie z uczniami tej szkoły. Na 21.05.2011 r. zaplanowane są warsztaty, na których kilkoro gimnazjalistów będzie mogło spróbować swoich sił w tworzeniu filmu klatka po klatce. Z naszą pomocą postawią oni pierwsze kroki w tej trudnej sztuce. Należy mieć nadzieję, że ktoś poczuje tego samego bakcyla, co my, i że dzięki naszym staraniom choć odrobinę spopularyzujemy ten rodzaj twórczości filmowej. Jakby nie patrzeć, animacja lalkowa to przecież nasz narodowy wynalazek (pomijam już ambicje kilku innych krajów - to nie miejsce na roztrząsanie tego sporu) i nasza specjalność (to już raczej bezsprzecznie).

środa, 2 lutego 2011

Filmowcy KaPoK-a odebrali Stypendium Starosty Bełchatowskiego!

Wspominaliśmy niedawno, iż Starosta Powiatu Bełchatowskiego przyznał Wojciechowi Sakiewiczowi oraz Bartoszowi Terlickiemu specjalne stypendium - nagrodę za działalność na polu kultury, w tym promowanie powiatu.

O przyznaniu nagród informowały lokalne media (gazety, tv, portal miejski), np. strona ebelchatow.pl. 

Nagrody wręczono 31 stycznia. Oto kilka zdjęć z uroczystości na sesji Rady Powiatu:



Bartosz odbiera nagrodę (kliknij obrazek, by powiększyć)

Z nagrodą (kliknij obrazek, by powiększyć)

Wojciech odbiera nagrodę (kliknij obrazek, by powiększyć)

Z nagrodą (kliknij obrazek, by powiększyć)
foto: Rafał Sankiewicz

piątek, 24 grudnia 2010

Miła informacja

Mam niewątpliwą przyjemność poinformować, że dwóch "Kapoków" zostało uhonorowanych nagrodą Starosty Powiatu Bełchatowskiego. Starosta zdecydował się przyznać wyróżnienie Wojciechowi Sankiewiczowi oraz Bartoszowi Terlickiemu.

Nagroda przyznawana jest za działalność kulturalną. Uroczyste wręczenie nagród nastąpi w niedalekiej przyszłości. Na pewno nie zapomnimy o tym poinformować.

niedziela, 12 grudnia 2010

Bełchatów - NAKRĘCENI 2010

Festiwal w naszym rodzinnym, kwadratowym mieście, to był w tym roku raczej tylko „festiwalik”. Wszystko było mniejsze – od mniejszej sali (bo z racji remontu kino było niedostępne), po liczbę uczestników – bo do konkursu zakwalifikowano tylko szesnaście filmów.

Nie ma jednak tego złego... poziom tych szesnastu utworów był raczej wygórowany, a kameralny klimat klubu „Piwnica” sprzyjał odbiorowi tego, co w takich festiwalach najważniejsze – filmów. Widzowie siedzieli blisko ekranu, bliżej niż to się zazwyczaj dzieje w „normalnym” kinie. Również spotkanie „warsztatowe” z szanownym jury zyskało na niewielkich rozmiarach sali. Przebywanie z kimś ręka w rękę – to zupełnie co innego niż relacja mówca – widownia.

Dodatkową atrakcją festiwalu była projekcja filmów animowanych p. Starewicza (a trzeba Ci wiedzieć, Czytelniku, że są to pierwsze filmy na świecie, stworzone techniką animacji poklatkowej, na tyle stare, że jeszcze nieme) z muzyką na żywo, zagraną na pianinie przez Rafała Sankiewicza (tak się jakoś składa, autora muzyki i dźwięków w „Pipecie”).

Mamy przyjemność poinformować, że „Pipetę” w Bełchatowie doceniła zarówno Publiczność, jak i Jury. Wprawdzie nie otrzymaliśmy nagrody głównej, ale ta zupełnie słusznie przypadła filmowi „Do dna” Maćka Głowińskiego, tedy nie mamy żadnych pretensji;)