Cierpiącym na bezsenność fanom pana Mietka życzymy udanej projekcji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 lutego 2012
Krótkie Noce
No i doczekaliśmy się Pipety w TV. Może nie są to godziny porywającej oglądalności, ale zawsze jest to jakiś sukces. Krótka notka o filmie oraz godziny jego wyświetleń dostępne są pod tym adresem:
Etykiety:
2010,
2012,
animacja,
Bartosz Terlicki,
Bełchatów,
Jacek Olejnik,
KaPoK,
kino polska,
Krzysztof Sankiewicz,
Pipeta,
puppet,
Rafał Sankiewicz,
Stop motion,
tv,
Wojciech Sankiewicz
niedziela, 12 grudnia 2010
Wyróżnienie na festiwalu w Ostrołęce
Mamy niezwykłą przyjemność poinformować Państwa, że Jury festiwalu Filmowe Zwierciadła w Ostrołęce uhonorowało "Pipetę" wyróżnieniem. Jurorzy argumentują swoją decyzję tak:
Pipeta reż. Wojciech Sankiewicz, Rafał Sankiewicz - za dowcip i dystans do otaczającej nas rzeczywistości, za niezwykle precyzyjne i pełne szczegółów przedstawienie światu nowego superbohatera profesora zw. Dr. Hab. Magistra inżyniera metafizyki przyrody nieożywionej Mieczysława Koźlaka Czarnockiego oraz za trafną antycypację kariery Denzela Washingtona
Wprawdzie wydaje nam się, że bohaterowi filmu zmieniono nazwisko (z Czarnkowski) ;-), ale zgodnie ze starą, mądrą zasadą: darowanemu wyróżnieniu w zęby się nie zagląda!
Za sukces uważamy także fakt, iż doceniła nas festiwalowa Publiczność. W jej rankingu zajęliśmy zupełnie przyzwoite, piąte miejsce. Więcej szczegółów oraz pełne wyniki konkursu, znajdą Państwo na stronie festiwalu.
Gliwice - GOFFR 2010
Przyjemne miasto (z ładnym, neogotyckim kościołem) i przyjemny festiwal. Niestety, nie pozbawiony paru drobnych, acz lekko irytujących zgrzytów. Wszystko wskazuje na to że pokpiono trochę sprawy organizacyjne. A dokładniej – postarano się pomyśleć pewne rzeczy mądrzej, niżby się dało, to znaczy za mądrze. Przykładowo – spotkanie z jurorami, punkt programu, który – jako twórcy – uważamy za niezwykle ważny, zaplanowano przed ostatnim blokiem biorących udział w konkursie filmów, dlatego uwagi, które usłyszeliśmy, siłą rzeczy musiały być ogólnikowe i nader skąpe. (Na szczęście jurorzy, nawet ograniczeni w ten sposób, dali sobie znakomicie radę).
Poza tym, ogłoszenie wyników i rozdanie nagród odbyło się w niedzielę, o bardzo nikczemnej porze. Była to może godzina do przyjęcia dla widzów i twórców miejscowych. Ale przyjezdni, którzy do domu wracali w zimowej aurze nieraz i po kilka godzin, mający w perspektywie poranne, poniedziałkowe wstawanie do pracy, już tak dobrze nie mieli.
Ale najważniejszy zarzut dotyczy tego, że konkursowe filmy... obcinano! Nie puszczano ich w całości, bezceremonialnie urywając kilkadziesiąt ostatnich sekund. Ostatnie kilkadziesiąt sekund to zwykle są napisy, ale nie zawsze. Zresztą, nawet jeśli to... Organizatorzy, pytani, przepraszali za sytuację i nawet tłumaczyli ją jakimiś poważnymi przyczynami natury organizacyjnej – no ale bolało i tak.
A dlaczego to takie ważne? Jeśli ktoś nie wie – już tłumaczę. Publiczność zwykle – to prawda – nie ma ochoty czytać napisów końcowych. Ale takie festiwale organizuje się przecież nie tylko z myślą o publiczności. To dla twórców często jedna z nielicznych okazji, aby film pokazać komuś więcej, niż rodzinie i znajomym. Nadto, w trakcie seansów festiwalowych nikt nie ucieka z widowni przedwcześnie, jak z „Matrix-a” czy innego potwora. Po trzecie wreszcie – tak pokazane filmy oglądają jurorzy!
Z fajnych rzeczy były jeszcze: darmowa kawa i przedmioty, które przywieźliśmy do domu: festiwalowe przypinki, książeczki z programem, plakietki „Twórca” oraz kilka nowych kontaktów.
Bełchatów - NAKRĘCENI 2010
Festiwal w naszym rodzinnym, kwadratowym mieście, to był w tym roku raczej tylko „festiwalik”. Wszystko było mniejsze – od mniejszej sali (bo z racji remontu kino było niedostępne), po liczbę uczestników – bo do konkursu zakwalifikowano tylko szesnaście filmów.
Nie ma jednak tego złego... poziom tych szesnastu utworów był raczej wygórowany, a kameralny klimat klubu „Piwnica” sprzyjał odbiorowi tego, co w takich festiwalach najważniejsze – filmów. Widzowie siedzieli blisko ekranu, bliżej niż to się zazwyczaj dzieje w „normalnym” kinie. Również spotkanie „warsztatowe” z szanownym jury zyskało na niewielkich rozmiarach sali. Przebywanie z kimś ręka w rękę – to zupełnie co innego niż relacja mówca – widownia.
Dodatkową atrakcją festiwalu była projekcja filmów animowanych p. Starewicza (a trzeba Ci wiedzieć, Czytelniku, że są to pierwsze filmy na świecie, stworzone techniką animacji poklatkowej, na tyle stare, że jeszcze nieme) z muzyką na żywo, zagraną na pianinie przez Rafała Sankiewicza (tak się jakoś składa, autora muzyki i dźwięków w „Pipecie”).
Mamy przyjemność poinformować, że „Pipetę” w Bełchatowie doceniła zarówno Publiczność, jak i Jury. Wprawdzie nie otrzymaliśmy nagrody głównej, ale ta zupełnie słusznie przypadła filmowi „Do dna” Maćka Głowińskiego, tedy nie mamy żadnych pretensji;)
OFFELIADA - Gniezno 2010
Pierwszy festiwal ogólnopolski, na jaki trafiła „Pipeta”, powitał naszego przedstawiciela, Rafała, świetną atmosferą. Życzliwi, uśmiechnięci i pomocni byli zarówno uczestnicy (co jest, zdaje się, pewną regułą na tego typu imprezach), jak i organizatorzy.
Cała impreza została zorganizowana w sposób wręcz imponujący. Wszystkie punkty programu realizowano bez opóźnień, a ilość zaoferowanych atrakcji (nie licząc tych przed- i około-festiwalowych) była tak wielka, że chyba nie sposób byłoby trafić na każdą. Czego tu nie było! Spotkanie z p. Zbigniewem Żmudzkim (łódzki Se-Ma-For), z Michałem Mrozem – jurorem, wycieczka nie-głównymi atrakcjami Gniezna z sympatycznym, zaprzyjaźnionym przewodnikiem (pozdrowienia dla p. Ramzesa!), koncerty, popijawy, warsztaty...
Ogólne wrażenie przyćmił nieco występ poprzedzający galę finałową, sam w sobie zupełnie dobry i nawet śmieszny, ale trochę przydługi. No i sama gala, poprowadzona trochę bez polotu, jakby bez wprawy (prowadzący gubili się w swojej roli, nie współpracowali z widownią, no i nie potrafili wykorzystać miejsca na scenie). No, ale to nic takiego znów ani wyjątkowego, ani strasznego. A ponieważ nagród ufundowano bez liku, wiele można wybaczyć. Chociaż więc żadnego ze wspomnianych wyróżnień nie przyznano nam, do domu wróciliśmy z miłymi wspomnieniami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


